Listonosz na wsi i w małej miejscowości często zna znacznie więcej niż sam adres na kopercie. Wie, kiedy kogo można zastać w domu, kto czeka na ważną przesyłkę, a kto potrzebuje chwili rozmowy. Właśnie takie codzienne zaangażowanie, uważność i relacje z mieszkańcami pokazują finaliści plebiscytu Listonosz Roku 2026.
Przedstawiamy 16 finalistów plebiscytu Listonosz Roku 2026
Do drugiego etapu zakwalifikowało się 16 listonoszy wybranych przez komisję plebiscytową. Przeczytaj ich historie, zobacz, jak wygląda ich codzienna praca, i oddaj głos na finalistę, który Twoim zdaniem zasługuje na tytuł Listonosza Roku 2026. Oddać swój głos możesz na stronie: listonoszroku.pl/glosowanie.
Iwona Czułkowska
Iwona Czułkowska pracuje jako listonoszka od niespełna dwóch lat. Do Poczty Polskiej trafiła po utracie wcześniejszej pracy i, jak sama mówi, była bardzo zdeterminowana, żeby dostać szansę właśnie w tym zawodzie. Dziś obsługuje rejon wiejsko-miejski Urzędu Pocztowego Żnin 1: bloki, domy jednorodzinne, stare kamienice, nowe osiedla i gospodarstwa.
Jej dzień zaczyna się zwykle o 7:00 od segregowania listów, rozdzielania przesyłek i gazet. Potem układa wszystko według swojego rejonu. Iwona mówi, że pracuje według „mapy życia” mieszkańców. Wie, kto jest w domu, kto w pracy, a kto o określonej godzinie przebywa np. w Domu Seniora. Dzięki temu stara się doręczać przesyłki do rąk własnych, zamiast zostawiać awizo.
W pracy największym wyzwaniem są pogoda, presja czasu i psy na posesjach. Zimą szczególnie zapamiętała gołoledź, która utrudniła dojazd w rejon. Mimo takich sytuacji podkreśla, że za każdą kopertą stoi człowiek i jego sprawy. Szczególną uwagę zwraca na osoby starsze. „Trzeba zadbać o takich ludzi” – mówi.
Po pracy rozwija kreatywne pasje: rękodzieło, odlewy gipsowe, dekoracje z balonów i przebrania, w których pojawia się na lokalnych wydarzeniach. Dzięki temu jest rozpoznawalna nie tylko jako listonoszka, ale też jako osoba aktywna w swojej społeczności.
Michał Dobkowski
Michał Dobkowski pracuje jako listonosz od 2015 roku. Swoją drogę zawodową zaczynał w UP Czerwin, a od półtora roku jest związany z UP Ostrołęka 2. Obsługuje głównie teren wiejski, gdzie jednego dnia pokonuje średnio około 50 km. Jego rejon to miejscowości, kolonie, gospodarstwa i domy oddalone od siebie. Latem – jak sam mówi – krajobraz bywa tam tak piękny, że „aż nieraz nie chce się wracać”. Zimą ta sama trasa wymaga jednak większej cierpliwości i dobrej organizacji.
Każdy dzień zaczyna od przygotowania listów, paczek, przekazów i pracy w systemie Mobilny Listonosz. Potem układa wszystko zgodnie z trasą i rusza w teren. Dla Michała dokładność jest ważna, ale równie ważne są relacje z ludźmi. „Dla wielu osób listonosz to ktoś więcej niż tylko doręczyciel listów” – napisał w zgłoszeniu. Szczególnie widać to u starszych mieszkańców, którzy czekają na jego przyjście i zwykłe pytanie o zdrowie.
Przez lata zbudował z mieszkańcami zaufanie. Zna ich rytm dnia, wie, kiedy ktoś może być w oborze, na podwórku albo w gospodarstwie. Zdarzyło mu się też pomóc w nagłej sytuacji starszemu mieszkańcowi. Michał podkreśla, że bycie listonoszem to nie tylko zawód, ale ważna rola w lokalnej społeczności.
Magdalena Drobczuk
Magdalena Drobczuk pracuje jako listonoszka od sześciu lat. Obsługuje wiejski, nadbużański rejon Urzędu Pocztowego Biała Podlaska 1, gdzie trasa prowadzi przez kilka miejscowości, drogi polne i tereny piękne, ale wymagające. Jak mówi, to „przepiękna nadbużańska przyroda”, choć zimą i podczas wiosennych roztopów trzeba dobrze ocenić, czy da się bezpiecznie przejechać.
Każdego dnia przygotowuje listy, paczki, przekazy, gazety i towary handlowe, które układa zgodnie z trasą. Dziennie pokonuje zwykle około 120 km, a przy zastępstwach nawet więcej. Mieszkańcy znają ją już na tyle dobrze, że często sami pytają, czy przywiozła ulubione słodycze, herbaty albo inne drobne produkty. „Później już sam klient pyta, czy są takie ciastka, czy są te cukierki” – opowiada.
Najważniejszy jest dla niej kontakt z ludźmi. Szczególnie z osobami starszymi i samotnymi, dla których wizyta listonoszki bywa ważnym momentem dnia. „Uwielbiam ten uśmiech” – mówi. Zaufanie przyszło z czasem: przez rozmowę, życzliwość i gotowość do pomocy. Sama podkreśla, że w tym rejonie pomoc działa w obie strony.
Karolina Fierka
Karolina Fierka pracuje jako listonoszka od prawie 5 lat. Do Poczty Polskiej trafiła po urlopie macierzyńskim, gdy szukała pracy, którą da się pogodzić z opieką nad dziećmi. Początkowo chciała po prostu spróbować. Dziś mówi, że nie wyobraża sobie siedzenia przy biurku, bo w tej pracy najbardziej lubi ruch i ludzi.
Obsługuje wiejski rejon UP Stężyca. To rozległy teren z oddalonymi od siebie wioskami, domami jednorodzinnymi, firmami i domkami letniskowymi. Dziennie pokonuje około 130 km. Zimą trzeba dobrze znać drogi, bo nie wszędzie da się dojechać. Pomagają relacje z mieszkańcami, sołtysami i gospodarzami, którzy czasem uprzedzają ją telefonicznie, że lepiej nie wjeżdżać w daną trasę.
Karolina ma dużo energii i poczucia humoru. Potrafi odnaleźć nawet przesyłkę zaadresowaną jako „mały biały domek pod lasem o zielonym dachu”. Mieszkańcy rozpoznają jej czerwony samochód, machają z pól i podchodzą, gdy widzą ją przy szkole czy na drodze. Sama mówi, że listonosz z czasem staje się częścią codzienności ludzi.
{embed_photo_100_tap}835964{/embed_photo_100_tap}
Dobrze pokazała to sytuacja ze starszym panem, który zawsze czekał na nią z kawą, a pewnego dnia nie wyszedł przed dom. Karolina zaufała swojej czujności, weszła do środka i wezwała pomoc. Rodzina mężczyzny do dziś jest jej za to wdzięczna. Po pracy angażuje się w OSP, a wolne chwile chętnie spędza na rowerze.
Wojciech Ganczar
Wojciech Ganczar pracuje jako listonosz od prawie 10 lat. Zaczynał w Żarach, a od kilku lat jest związany z Urzędem Pocztowym Żagań 1. Obsługiwał rejony wiejskie, miejskie i wiejsko-miejskie, a dziś trafia tam, gdzie akurat potrzebne jest wsparcie. Mówi, że nie wie, czy sam wybrał ten zawód, czy to zawód wybrał jego. Po szkole średniej przechodził trudniejszy życiowy moment, a praca wśród ludzi pomogła mu odzyskać energię i odnaleźć swoje miejsce.
Jego dzień zaczyna się przed 7:00 od przyjęcia i dzielenia przesyłek dla urzędu. Potem układa listy, pakuje torbę, paczki i rusza w rejon. Czasem pieszo, czasem samochodem, a czasem na własnym rowerze pocztowym, który sam oznaczył i dopracował. Wojciech ma staromodną, bardzo osobistą wizję tego zawodu. Skompletował czapkę, krawat, naszywki i mundur, bo – jak mówi – czuje się listonoszem „z krwi i kości”.
To właśnie ten wizerunek sprawia, że mieszkańcy widzą w nim „prawdziwego listonosza w mundurze”. Z wieloma ma bliskie relacje, rozmawia, pomaga, pamięta o starszych osobach i ceni codzienną obecność wśród ludzi. Spotyka się też z dziećmi w szkołach i przedszkolach, gdzie pokazuje torbę listonosza i opowiada o swojej pracy. Dla niego listonosz to ktoś więcej niż doręczyciel – to człowiek, który jest blisko ludzi.
Mateusz Grębowiec
Mateusz Grębowiec pracuje w Poczcie Polskiej od 1999 roku, a listonoszem jest od 23 lat. Jak sam mówi, „pocztę wyssał z mlekiem mamy”, bo z tym środowiskiem był związany od dzieciństwa. Dziś obsługuje Koprzywnicę, niewielkie miasteczko z lokalnymi sklepami, gospodarstwami, sadownikami i mieszkańcami, których zna często od lat. „Nie zamieniłby tej pracy na inną” – mówi.
Jego dzień zaczyna się nieraz jeszcze przy porannej kawie. Mieszkańcy piszą, gdzie zostawić paczkę, kiedy będą w domu albo czego potrzebują. Telefon i komunikatory pomagają mu sprawnie organizować doręczenia, ale najważniejsza pozostaje relacja. Po ponad dwóch dekadach pracy zna rytm miejscowości, wie, kiedy sadownicy są w terenie, a kiedy można ich zastać w domu.
Mateusz jest także żołnierzem WOT, ultramaratończykiem i ironmanem. Te doświadczenia uczą go wytrwałości i dystansu do codziennych trudności. Chętnie spotyka się też z dziećmi w szkołach i przedszkolach, gdzie opowiada o pracy listonosza, pokazuje trąbkę pocztową, kartki i znaczki. Dla niego ta praca to służba, kontakt z ludźmi i powód do dumy.
Janusz Karpiński
Janusz Karpiński pracuje jako listonosz od 1991 roku. Zaczynał po wojsku i sądził, że praca w Poczcie Polskiej będzie tylko etapem przejściowym. Z zawodu jest stolarzem meblowym, ale z czasem to właśnie doręczanie przesyłek stało się jego codziennością. Dziś obsługuje wiejski rejon Urzędu Pocztowego Giżycko 1: rozproszone miejscowości, kolonie, osady leśne i gospodarstwa.
To trasa, która wymaga dobrej organizacji, odporności na pogodę i bardzo dobrej znajomości terenu. Jednego dnia potrafi przejechać ponad 100 km, doręczając listy, paczki i przekazy. „To, co robię, musi mieć ręce i nogi. Muszę mieć satysfakcję z dobrze wykonanej pracy” – mówi, podkreślając, że nie chodzi mu o samo odhaczenie obowiązków.
Przez ponad trzy dekady poznał mieszkańców i ich potrzeby. Wie, gdzie kogo szukać, a czasem także na którym polu może spotkać rolnika czekającego na korespondencję. „Stąd pochodzę, znam tych ludzi” – podkreśla. Lubi kontakt z mieszkańcami i wiejską społeczność, w której „każdy każdego zna”. Dla niego listonosz to zaufanie, życzliwość i codzienna obecność.
Krzysztof Kozłowski
Krzysztof Kozłowski jest listonoszem wiejskim od 13 lat. Pracuje w Urzędzie Pocztowym Zambrów 1, a jego rejon obejmuje gminę Kołaki Kościelne i okoliczne wsie. Jak sam mówi, miał zostać w Poczcie Polskiej tylko na chwilę, w czasie studiów zaocznych. Został jednak na dłużej, bo dobrze odnalazł się w pracy w terenie i w codziennym kontakcie z ludźmi.
Każdy dzień zaczyna od przygotowania listów, paczek, przekazów i prenumeraty gazet. Przesyłki układa według miejscowości i trasy, a potem rusza samochodem w rejon, który liczy 96 km. Największym wyzwaniem jest czas, bo oprócz doręczeń musi także dowozić i odbierać ładunek z Poczty Polskiej w Kołakach Kościelnych, tak aby wszystko wróciło do Zambrowa przed wymianą.
Przez lata Krzysztof dobrze poznał mieszkańców. Wie, gdzie kto mieszka, pracuje i kiedy najłatwiej kogoś zastać. Sam żartuje, że zna swój teren „lepiej niż niejeden dzielnicowy”. Szczególnie ceni rozmowy z osobami starszymi i samotnymi, dla których wizyta listonosza bywa ważną częścią dnia.
W swoim rejonie pomógł też uporządkować sprawę starych, zniszczonych skrzynek oddawczych. Zachęcał mieszkańców do zakupu nowych i niejednokrotnie pomagał je montować. Po pracy chętnie jeździ na rowerze, także podczas wycieczek organizowanych przez gminę, dzięki czemu podtrzymuje relacje z mieszkańcami również poza obowiązkami zawodowymi.
Justyna Mackiewicz
Justyna Mackiewicz pochodzi z rodziny listonoszy. W tym zawodzie pracowali jej dziadek, ciocia, wujek i siostra, a do spróbowania zachęcił ją narzeczony, który także jest listonoszem. Dziś sama mówi, że ta praca stała się dla niej stylem życia. Od 1 czerwca ubiegłego roku ponownie pracuje w Urzędzie Pocztowym Mońki, a wcześniej dobrze poznała wiele rejonów jako listonoszka zastępowa, tzw. skoczek.
W rejonie miejskim pokonuje około 17 km, ale na trasach wiejskich zdarzało jej się przejechać nawet ponad 180 km. Szczególnie lubi podlaskie wsie. Tam ludzie szybko skracają dystans, zapraszają do środka i witają ją jak kogoś znajomego. Gdy po dłuższej przerwie wraca w dany rejon, słyszy od mieszkańców, że bali się, iż zrezygnowała z pracy.
Na początku część starszych osób dziwiła się, że kobieta może być listonoszem, doręczać pieniądze i cięższe paczki. Justyna przyjęła to z uśmiechem i spokojnie udowodniła, że dobrze radzi sobie w tej pracy. Dziś mieszkańcy rozpoznają jej samochód, zatrzymują się na ulicy, machają i mówią: „nasza kochana pani listonoszka”.
W pracy pomaga jej kontakt telefoniczny z adresatami, znajomość terenu i cierpliwość. Wie, gdzie kogo szukać, a na wsi potrafi nawet „dogonić” rolnika, jadącego traktorem. Dla wielu starszych osób listonosz jest jedną z niewielu osób, z którymi mogą porozmawiać. Justyna mówi, że ta praca nauczyła ją pokory i wdzięczności.
Daria Majewska
Daria Majewska pracuje jako listonoszka od siedmiu lat. Trafiła do Poczty Polskiej, gdy po okresie opieki nad dziećmi szukała pracy. Usłyszała wtedy, że zawód listonosza nie jest łatwy, ale warto spróbować. Początki rzeczywiście były wymagające: dużo zaległej poczty, nowe rejony i długie dni pracy. Daria szybko jednak zrozumiała, że dobrze odnajduje się w terenie i w kontakcie z ludźmi.
Dziś obsługuje wiejski rejon Urzędu Pocztowego Pleszew 1. Ma pod opieką 11 wiosek, a w zwykły dzień pokonuje do 80 km. Przy zastępstwach bywa ich jeszcze więcej. Jej dzień zaczyna się o 7:00 od rozładunku paczek, dzielenia listów i przygotowania przesyłek. Gdy trzeba, pomaga także przy wpisywaniu listów dla siebie i kolegów.
Najważniejszą częścią pracy są dla niej spotkania z mieszkańcami. Szczególnie pamięta sytuację, gdy przyjechała do starszego mężczyzny z pieniędzmi i zauważyła, że potrzebuje pomocy. Mężczyzna miał atak astmy i stracił przytomność. Daria zareagowała od razu, pomogła jego żonie i do dziś czuje wdzięczność tej rodziny.
Z wieloma rolnikami i mieszkańcami wymieniła się numerami telefonów, bo wie, że nie zawsze mogą pojechać na Pocztę Polską. Umawia doręczenia tak, by ułatwić im odbiór ważnych przesyłek. Jak mówi, przez pracę listonosza poznała wielu ludzi i bardzo to sobie ceni.
Angelika Marzec
Angelika Marzec pracuje jako listonoszka od prawie pięciu lat. Zawsze podobała jej się ta praca, ale długo brakowało jej odwagi, by spróbować. W końcu odpowiedziała na ogłoszenie i dziś mówi, że była to dobra decyzja. Obsługuje rejon Urzędu Pocztowego Niemce, pod Lublinem. To teren formalnie wiejski, ale z wieloma domami, osiedlami i zabudową podmiejską. Codziennie pokonuje zwykle 60–70 km.
W jej pracy największym wyzwaniem jest liczba przesyłek, ale Angelika podkreśla, że najważniejsi są ludzie. Z czasem mieszkańcy zaczęli ją znać i ufać jej. „Każdy zawsze z uśmiechem mnie wita” – mówi. Szczególne miejsce w jej codziennej trasie zajmują osoby starsze. Czasem czekają nie tylko na emeryturę czy list, ale też na krótką rozmowę. „Nawet ta chwila rozmowy ich cieszy” – opowiada.
W styczniu jej czujność pomogła uratować starszego mieszkańca. Gdy drugi dzień z rzędu nikt nie otwierał drzwi, zajrzała przez okno i zauważyła, że mężczyzna leży na podłodze. Wezwała pomoc. Ta sytuacja jeszcze mocniej pokazała jej, że listonosz jest blisko ludzi i musi reagować, gdy coś wygląda niepokojąco.
Krzysztof Mąka
Krzysztof Mąka pracuje jako listonosz od stycznia 2022 roku. Obsługuje wiejski rejon Urzędu Pocztowego Jedlina-Zdrój, obejmujący małą gminę i kilka okolicznych miejscowości. To teren, który zna także prywatnie, bo mieszka niedaleko swojego rejonu doręczeń. Dzięki temu rozpoznaje mieszkańców, ich samochody, codzienne zwyczaje i miejsca, w których można ich spotkać.
Każdy dzień zaczyna od przygotowania korespondencji, paczek, przekazów i zaplanowania trasy. Zwykle pokonuje ponad 60 km, a czasem nawet około 100 km. W górskim terenie praca wymaga dobrej organizacji, szczególnie zimą, gdy śnieg utrudnia dojazd. Na wiejskich posesjach trzeba też zachować czujność przy zwierzętach. Krzysztof dobrze pamięta atak psa, ale z uśmiechem wspomina też mniej groźne spotkania z gęsiami.
W małej społeczności listonosz widzi więcej niż sam adres na kopercie. Zna ludzi i potrafi zauważyć, gdy coś odbiega od ich zwykłego rytmu dnia. Tak było w przypadku starszej mieszkanki, która potrzebowała pomocy medycznej. Krzysztof szybko zareagował i skontaktował się z jej rodziną.
Dla wielu mieszkańców jest kimś znajomym i zaufanym. „Wszyscy praktycznie mają mój telefon” – mówi. Często przekazuje też pozdrowienia między sąsiadami. W jego rejonie listonosz jest częścią codziennego życia ludzi.
Lucjan Płotnikiewicz
Lucjan Płotnikiewicz pracuje jako listonosz od 1994 roku. Zaczynał od zastępstwa za kolegę, a z Pocztą Polską został na ponad trzy dekady. Obsługuje wiejski rejon związany z gminą Miączyn i okolicznymi miejscowościami. To teren rozległy, z domami jednorodzinnymi, gospodarstwami, koloniami, miejscami po dawnych PGR-ach i pięknymi widokami, które czasem pozwalają na chwilę podziwu w trasie.
Jego dzień zaczyna się około 7:00-7:30 od przygotowania listów, gazet, paczek, przekazów i prenumerat. Do swojego rejonu dojeżdża ponad 20 km, a w ciągu dnia pokonuje zwykle 90-105 km. Największym wyzwaniem są czas i odległość, szczególnie gdy po podstawowej trasie trzeba jeszcze doręczyć dodatkowe paczki.
Lucjan najbardziej ceni kontakt z ludźmi. Wie, że na wsi relacja z listonoszem jest inna niż w mieście: ktoś zostawi otwartą bramę, ktoś czeka na list, ktoś zamieni kilka zdań o pogodzie, ogrodzie albo rodzinie. Dla wielu starszych osób taka krótka rozmowa ma duże znaczenie.
Przed 1 listopada przywoził mieszkańcom także znicze, bo nie każdy ma sklep blisko i siłę, by nosić cięższe zakupy. Po pracy lubi grzebać w ziemi, sadzić drzewa i kwiaty, czytać książki, jeździć rowerem lub samochodem i, jak sam mówi, „przewietrzyć głowę”. Lubi tę pracę, bo daje mu ruch, ludzi i poczucie, że jest potrzebny.
Joanna Pusta
Joanna Pusta od prawie czterech lat pracuje jako listonoszka w Urzędzie Pocztowym Szczytno 1. Trafiła do tej pracy po urlopie macierzyńskim, gdy szukała zajęcia, które łatwiej będzie pogodzić z życiem rodzinnym. Dziś obsługuje rejon wiejsko-miejski: część Szczytna, nieduże wsie, okolice jezior, gospodarstwa, firmy i miejsca chętnie odwiedzane przez turystów. Codziennie pokonuje około 80 km.
Najbardziej lubi moment, gdy rusza w teren. „Zaczyna się wtedy moja najlepsza część pracy” – mówi, bo to właśnie kontakt z ludźmi daje jej najwięcej satysfakcji. Przez lata poznała mieszkańców, ich zwyczaje i potrzeby. Wie, gdzie kogo szukać, kiedy ktoś czeka na emeryturę, paczkę, gazetę albo po prostu kilka zdań rozmowy.
Joanna działa także w Wojskach Obrony Terytorialnej. Jak mówi, służba terytorialna, podobnie jak praca listonoszki, jest dla niej związana z ludźmi i odpowiedzialnością za swoje otoczenie. Zaufanie mieszkańców budowała stopniowo. Dziś słyszy od nich: „Pani Asiu, co się dzieje? Czemu pani nie ma?”, gdy choruje albo jest na urlopie. Ceni te relacje, drobne gesty i serdeczność. Jak sama mówi, to dla niej „coś więcej” niż zwykła praca.
Magdalena Szczesiak
Magdalena Szczesiak pracuje jako listonoszka od kilku lat. Na co dzień obsługuje miejski rejon Urzędu Pocztowego Koło 1, a podczas zastępstw także teren wiejski. Jej dzień zaczyna się o 7:30 od sortowania i układania przesyłek. Jak podkreśla, rachunek za prąd jest dla niej tak samo ważny jak list polecony, bo za jedną i drugą przesyłką ktoś czeka.
Najbardziej czuje się w swoim żywiole dopiero wtedy, gdy rusza w rejon. Zna mieszkańców, ich zwyczaje i potrzeby. Z wieloma jest w kontakcie telefonicznym, bo tak łatwiej dopasować doręczenie do ich dnia. Jej stały rejon ma około 18 km, ale podczas zastępstw na wsi potrafi pokonać nawet około 110 km dziennie.
Szczególne miejsce w jej pracy zajmują osoby starsze. Magdalena mówi o nich „moje babcie”, bo często przyjmują ją z życzliwością, zapraszają na herbatę, pytają o dzień i same czekają na kilka słów rozmowy. „Tę pracę kocham” – mówi, bo nie idzie do ludzi tylko z przesyłką, ale też z uwagą i dobrym słowem.
Zapamiętała zdanie usłyszane kiedyś od przypadkowo spotkanej kobiety: że listonosze „niosą ludziom nadzieję”. Po kilku latach pracy rozumie je coraz lepiej. Dla niej dobry listonosz powinien być empatyczny, otwarty i uważny na drugiego człowieka.
Dawid Ziomek
Dawid Ziomek pracuje jako listonosz od 2004 roku. Zaczynał krótko po maturze, zachęcony przez kolegę, który uznał, że dobrze odnajdzie się w pracy z ludźmi. Po latach Dawid przyznaje, że miał rację. Pracował w rejonach wiejskich i miejskich, wspierał też listonoszy w Świnoujściu, gdzie zobaczył, że niezależnie od miejsca najważniejsze są relacje.
Dziś pracuje w Urzędzie Pocztowym Rzeszów 6. Jego dzień zaczyna się o 7:30 od sortowania i układania przesyłek. Obecnie obsługuje rejon pieszy, na którym pokonuje średnio około 15 km dziennie. Jak mówi, w tej pracy „ciągle coś się dzieje” – od krótkiego „dzień dobry” po rozmowy z osobami, dla których listonosz bywa jednym z nielicznych gości w ciągu dnia.
Dawid podkreśla, że wielu mieszkańców traktuje go niemal jak domownika. Jednym z najważniejszych doświadczeń było dla niego pożegnanie z ciężko chorym mężczyzną, z którym przez lata zbudował serdeczną relację. To pokazało mu, że listonosz czasem uczestniczy w bardzo ważnych chwilach życia ludzi.
Po pracy Dawid interesuje się aktorstwem, występuje w zespole folkowym i organizuje wydarzenia patriotyczne. Jedno z nich spotkało się z osobistym pozdrowieniem Prezydenta RP. Nadal pisze też tradycyjne listy. Uważa, że mają one „duszę”.
