Na nagraniu widać czterorzędowy siewnik punktowy Kverneland Optima zamontowany na pickupie Ford Ranger. Maszynę osadzono na specjalnej ramie z pionową prowadnicą. To ona odpowiada za podnoszenie i opuszczanie siewnika. Funkcję tę realizują siłowniki elektryczne, bez udziału klasycznego układu zawieszenia.
GPS i siew terenówką
Z ujęć w kabinie wynika, że zestaw pracował z wykorzystaniem sygnału GPS. Na ekranie widoczna jest wizualizacja przejazdów oraz zmiennego dawkowania. Widok z terminalu pokazuje, że oprócz samego siewu próbowano uzyskać określony wzór na polu – prawdopodobnie napis.
Odkurzacze zamiast wentylatora
Największe zaskoczenie dotyczy sposobu wytwarzania podciśnienia. Zamiast standardowej turbiny zastosowano cztery odkurzacze domowe, po jednym na każdą sekcję wysiewającą. Podciśnienie doprowadzono do tarcz długimi przewodami, zachowując zasadę działania siewnika punktowego.
Zasilanie z akumulatorów
Zasilanie rozwiązano niezależnie od instalacji pojazdu. Na pace zamontowano dwa duże akumulatory, które dostarczały energię do elektrycznych aparatów wysiewających oraz siłowników odpowiadających za regulację położenia maszyny.
Pełna funkcjonalność siewnika?
Na podstawie dostępnych ujęć można przypuszczać, że siewnik wyposażono w dozowniki mikrogranulatu, co wskazuje na zachowanie pełnej funkcjonalności roboczej.
Całość to raczej ciekawostka niż gotowy przepis na zmianę technologii siewu. Pokaz, że przy odrobinie pomysłu da się „ożenić” precyzyjny siewnik z czymś zupełnie nieoczywistym. I właśnie ta forma – pickup, odkurzacze i cała improwizacja – zrobiła robotę w internecie.
Nie wnikamy już, jak w takiej konfiguracji ogarnięto temat głębokości siewu, docisku sekcji czy stabilności pracy. Nie ma też danych o spalaniu, choć można się domyślać, że lekko nie było. Sam ciężar? Cztery sekcje po ok. 80 kg każda, plus rama i reszta „wynalazków” – tylna oś miała co robić.
Z drugiej strony to przecież pickup, który z założenia ma coś dźwigać, więc raczej nie był to dla niego pierwszy ciężki dzień w pracy. Finalnie – trochę eksperyment, trochę pokaz kreatywności i sporo internetowego zamieszania. I chyba dokładnie o to w tym chodziło.
opr. Łukasz Siara
